Stanął przed niedużymi murami kolejnej wioski. Zmęczony postanowił odpocząć tu przez jakiś czas. Ściągnął swój czarny płaszcz, ukazując światu blond włosy rosnące w nieładzie na głowie młodzieńca w mniej więcej wieku 17-19 lat, z lisimi bliznami na policzkach.
Pod płaszczem miał czarną koszulkę z srebrnym smokiem wijącym się od lewego, dolnego kąta koszulki do prawej piersi oraz czarne bojówki. Na nogi założone miał czarne, stabilne adidasy. Z powodu dość chłodnego wieczoru założył na siebie czarną, skórzaną kurtkę. Wyglądał jak nie-Shinobi, czyli tak jak powinien.
Wszedł w głąb wioski. Zatrzymał się w pierwszym lepszym hotelu. Wszedł do recepcji.
Hol był znośny: ławeczki, kwiatuszki i jasno-niebieskie ściany. Recepcjonistką była młoda w wieku, najwyżej, 17 lat dziewczyna o czarnych do pasa włosach i znudzonych, ale intensywnych niebieskich oczach. Ubrana była w biały golf. Reszty nie widział. Podszedł. Studiowała jakieś czasopismo.
- Przepraszam, czy są jakieś wolne pokoje ? - zapytał miłym, ale jednocześnie zmęczonym głosem. Czarnowłosa spojrzała na niego.
- Pokój 23, tu na lewo. - powiedziała podając mu klucz. Głos miała znudzony. Wyglądało na to, że młoda była zmęczona życiem. Blondyn uśmiechnął się ciepło, a następnie, po podziękowaniu, ruszył w wskazane miejsce.
Pokój nie był rewelacyjny, ale nie mógł narzekać. Miał mało pieniędzy.
- Będę musiał znaleźć jakąś pracę - powiedział do siebie.
Ściany były żółte, a podłoga wyłożona jasno brązowymi deskami. Na wprost od drzwi stało dwuosobowe łóżko, a po jego prawej stronie komoda, przy której niedaleko stały drzwi do łazienki. Przy lewej ścianie stały trzy krzesła i mały stolik. Tuż przy tym stało biurko oraz taboret.
Nie myśląc dużo błękitnooki walnął się na łóżko, uprzednio zamykając drzwi na klucz i rzucając torbę w kąt. Niedługo po tym zasnął.
Zbudziły go krzyki dochodzące z korytarza. Westchnął, a następnie zwlekając się z łoża, wyszedł na zewnątrz. W recepcji stało pięciu mężczyzn, którzy szarpali młodą recepcjonistkę. Wszyscy byli łysi i nosili okulary przeciwsłoneczne. Ubrani byli jak gangsterzy, czyli w czarne garnitury. Nadal zmęczony i niewyspany, podszedł bliżej, a następnie warknął oschle
- Wiecie, która jest godzina ?! - mężczyźni spojrzeli na niego złowrogo, lecz widząc młodzieńca jeden z nich pokazał mu środkowy palec.
- Tyle o to... - nie dokończył zdania, ponieważ poczuł brak władzy nad środkowym palcem. Spojrzał na niego i z przerażeniem zauważył jego brak.
- Tego szukasz ?
Hej,
OdpowiedzUsuńcoraz bardziej mu się to podoba, a ta końcówka boska, biedny gość stracił palec…
Multum weny życzę…
Pozdrawiam serdecznie Basia